Cytuj
Do tej trylogii nigdy nie powrócę. A Diunę F. Herberta czytałem już 7 razy
z małą tylko uwagą, iż na razie przerobiłem sagę w różnym stopniu kilkakrotnie 
Pierwsze spostrzeżenie to takie, iż spokojnie można by te wszystkie trzy tomy (czyli 2241 stron) obciąć od dwie trzecie (czyli pozostawić 747 stron) i byłoby to z wyraźną korzyścią dla całej powieści, no ale spółka KJA&BA mają chyba płacone od strony więc starają się rozwlekać nic niewnoszące wątki do rozmiarów lichtugi.
Wynikające z pierwszego spostrzeżenia drugie spostrzeżenie jest takie, iż książka jest (mam na myśli wszystkie trzy tomy) potwornie nudna, chociaż może to nie jest właściwe sformułowanie, bardziej na miejscu było by powiedzieć, że książka jest mało emocjonująca, rozwlekła i prawie całkowicie niewciągająca. "Bitwę" tak mniej więcej od połowy to już na siłę brałem, żeby tylko TO skończyć. Zakończenie też badziewne straszliwie, zresztą utrzymujące poziom całej sagi niestety
.Saga ta była zapowiadana jako ukazanie walki człowieka z maszyną na tle wielkich przekształceń świata i okresu powstawania najważniejszych aktorów Kronik. Wiedziony tą myślą liczyłem na jakieś wiekopomne dzieło o charakterze traktatu tenscendentalno-filozoficznego z dużą domieszką historii, religii i męczeństwa a otrzymałem papkę, czytadło pokroju "Miecza Prawdy" Goodkinda. Zawód na całej linii...
Myślę sobie - ok, Brandon z Kevinem to nie Frank, niech im będzie. Niestety fabularnie książka również stoi na słabym poziomie. W trakcie czytania cały czas ma się wrażenie, iż panowie na siłę wpychają jak najwięcej wątków się da, nie specjalnie zastanawiając się po co, na co, gdzie, jak i czemu mają one służyć, tak więc akcji jest w powieści od groma tylko jest ona płytka i miałka niestety.
Co do najważniejszych postaci i wątków ich dotyczących. Uhhhh, żeby powiedzieć, że postacie są papierowe, jednowymiarowe i bez życia to jakby im komplementy prawić. To samo tyczy się fabuły, prosta i bez polotu, po przeczytaniu dobrej książki [w trakcie czytania również(np. Diuny
] zastanawiałem się nad samym sensem tego wszystkiego, nad implikacjami jakie wynikały z decyzji poszczególnych bohaterów, smakowałem świat przedstawiony wszystkimi zmysłami niemalże, tutaj tego nie ma, bierzesz książkę, czytasz i odkładasz, przechodzi to przez ciebie jak śliwki popite wodą, zero wartości odżywczych a jedynie wielka sra#@ka.Dwie kwestie, które zawsze poruszały moje zmysły. Skąd się wzięła słynna nienawiść pomiędzy Domami Atrydów i Harkonnenów oraz skąd się wzięły Bene Geserit, no tutaj to po prostu litość i trwoga. Co do pierwszego, żeby nie spojlerować to napiszę, iż to jest śmiech na sali a próba uzasadnienia tej decyzji przez autorów jest śmieszna i zgodna z zasadą "jeżeli wystarczająco długo będę coś powtarzał to stanie się to prawdą". W kwestii Zakonu Żeńskiego, jak również innych wielkich szkół, wątki te wyskakują nagle jak króliki z kapelusza, jedynie historia Normy Cenvy jest jako tako składna chociaż tak dziadowsko bzdetna (chodzi o wszystkie przemiany), iż sprawia wrażenie jakby była zupełnie z innego uniwersum (z Gwiezdnych Wojen na przykład
).Ostatnia sprawa to kwestia chronologii, gdy zaczynałem "Dżihad" sprawiało mi dużą mentalną trudność ciągłe przyspieszanie i zwalnianie czasowe powieści (to samo zastrzeżenie mam do Goodkinda), to tak jakbym siedział w samochodzie, który spod każdych świateł ostro przyspiesza by po stu metrach na kolejnych ostro hamować i tak przez całe miasto, no to się po prostu można wyży@#ć. Jak dla mnie sztuką jest gdy autor potrafi monotonne sytuacje przedstawić tak aby były ciekawe i wciągające a szybko akcję pokazywać w formie zwartej, tutaj mamy na odwrót. Nagminne są skoki o dzień, miesiąc, rok czy nawet o dziesięciolecia następujące po sobie, także widz, o przepraszam, czytelnik zanim się połapie ile czasu minęło od ostatniego spotkania z danym bohaterem skończy zapewne dany rozdział.
Teraz już na pewno ostatni wątek. Rozdziały. Brak mi słów. Jak można w powieści liczącej 2241 stron robić rozdziały co kilka, a czasami wręcz co dwie strony?! No ale to pewnie kwestia przyzwyczajenia, cóż...
Podsumowując Legendy są kiepskie i odstają bardzo ale to bardzo od Kronik a tym bardziej od moich wyobrażeń o Legendach (no to akurat bardzo subiektywna ocena
) niestety odstawanie to nie kończy się li tylko na moich własnych odczuciach, lecz na samej treści i formie, która sprawia, iż za opis tego "dzieła" wystarczy jedno słowo: CZYTADŁO.Na koniec aby odnieść się do postu umesh'a pragnę go zacytować jako podsumowanie tego postu oraz całych Legend
Cytuj
Pocieszam się, że na półce będą wyglądać pieknie
Pozdrawiam








Autor



Zapisane
